No i proszę. Pierwszy weekend wakacji za nami. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze mam na koniec czerwca refleksję, że minęło pół roku 2025 (!). I to mnie zawsze przeraża. Czas tak szybko płynie. Pleśnieją jabłka, czerstwieje chleb, pofrunęły dmuchawce. Cóż, jakoś trzeba się z tym pogodzić, wierząc, że dany czas wykorzystaliśmy najlepiej jak potrafiliśmy. Mi udało się dostać fajną pracę, za co jestem wdzięczna losowi. Moje opowiadanie opublikował „Czas Literatury”. Zostałam laureatką w Konkursie Jednego Wiersza „Woda i ogień” w trakcie klimatycznego świętojańskiego poezjowania wokół tradycji i poezji słowiańskiej w Krzywogońcu. Miłe to.
Dalej rozwijam swój warsztat pisarski, pisząc opowiadania, wiersze… Zaczęłam pisać scenariusz serialowy, ale na razie to zarzuciłam. Sprawa jest ciekawa, bo jestem po warsztatach scenariuszowych w ramach TransPortu Literackiego w Rogowie (gdzie mieszkała w hotelu większość uczestników i wszyscy prowadzący pracownie) oraz Kołobrzegu – miejscu festiwalowemu. Jest ich (pracowni) bardzo dużo. Jeśli piszesz to zerknij na ofertę Biura Literackiego. Może znajdziesz coś dla siebie.
A tymczasem wakacje! Wspominam swoje szkolne lata. Przez dwanaście z nich zawsze był czerwony pasek i wzorowe zachowanie. Pamiętam, że miało to dla mnie duże znaczenie. Od zawsze szukałam, i niestety nadal chyba szukam, wszelkich potwierdzeń swoich kompetencji, dokonań, zdolności. Jeśli dany temat mnie zainteresował i chciałam związać się z tym być może zawodowo na przyszłość, po prostu wybierałam najlepszą podyplomówkę w tym zakresie. Tak było z dyplomacją kulturalną i creative diplomacy na Collegium Civitas wraz z Instytutem Adama Mickiewicza oraz zarządzaniem projektami na Akademii Leona Koźmińskiego. Poświęciłam dwa lata, by jak najlepiej przygotować się do wymarzonej pracy w Instytucie Adama Mickiewicza (dodam w Warszawie, bo ludzie czasami myślą o Poznaniu – Uniwersytet Adama Mickiewicza). I co? Taka „wyedukowana” składałam CV, ale bez sukcesu, bo nie znałam języka rosyjskiego a akurat taka osoba była poszukiwana. Widocznie tak miało być, a wiedza ze studiów i tak we mnie cyrkuluje. Jeszcze bardziej musiałam sobie coś udowodnić, idąc na studia pisarskie. Wybrałam Podyplomowe Studia Literacko-Artystyczne na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przez dwa lata dwa razy w miesiącu wsiadałam w piątek rano do pociągu, by przejechać z Włocławka 700 kilometrów, aby po południu do 20.00 uczestniczyć w zajęciach, a potem we wspólnym (czasami) wyjściu grupowym gdzieś na miasto.
Czy pisarz lub poeta muszą mieć „papier”, że nimi są? Zapewne nie! Mam w sobie coś takiego jak perfekcjonizm, może i trochę brak wiary w siebie, że ciągle muszę sobie coś udowadniać.
Ależ, ależ! Już minęła połowa kartki, a ja tylko o sobie. A chciałam o czymś innym, wakacyjnym. A mianowicie kupiłam dawno temu w antykwariacie na osiedlu Bemowo w Warszawie, gdzie mieszkałam, książkę: „Cuda świata” z serii „Podróże marzeń” Biblioteki „Gazety Wyborczej”. W środku „cudeńka” z każdego kontynentu. Czytając, wertując, czy pobieżnie rzucając okiem na tę pozycję, można rzeczywiście przemyśleć i zaplanować odleglejsze (ale niekoniecznie) wojaże. Destynacji jest dużo, każda opisana skrótowo. Raczej zatem na zachętę, na przynętę. A co mówi o tej książce blurb? „Poznasz najwspanialsze metropolie, najpiękniejsze parki narodowe, niebosiężne szczyty, potężne wodospady, bajeczne wyspy i urzekające krajobrazy wszystkich kontynentów. Sto miejsc, które musisz zobaczyć, zachwycające fotografie, fakty i ciekawostki. Wyjątkowy album, który zabierze Cię w podróż szlakiem najpiękniejszych miejsc na Ziemi”. Z ciekawością patrzę, czy są jakieś miejsca już przeze mnie odwiedzone. To Montmartre w Paryżu, Via dei Fori Imperiali w Rzymie, Hradczany w Pradze. Mało… W dodatku nigdy nie wyjechałam poza Europę. A moim marzeniem jest w końcu odwiedzić Londyn. Podróż tak przyziemna i oczywista, ale dla mnie ważna. I znowu odzywa się we mnie „belfer”. Hola, hola! Zdaj C1, albo chociaż B2. Miej najpierw w ręku „papier”, a dopiero potem bilet. Tak miałam z Paryżem. Roczny projekt blogowy „J’arrive” i wizyta w wymarzonym Paryżu. Akurat teraz uczę się włoskiego, a jest ponoć zasada, by najlepiej uczyć się jednocześnie tylko jednego języka. A zatem jestem przekonana, że będę chciała wkrótce eksplorować Włochy. A tam cuda świata, których nie widziałam są następujące: Toskania, Canale Grande (Wenecja), Zatoka Neapolitańska.
Życzę Wam wszystkim udanych wakacji i urlopów. Ja swój planuję wziąć chyba na jesieni. Unikam słońca. Ale nie będę unikała okazji, by do Was napisać. Trzymajcie się, miłego tygodnia!