To tyle w temacie/klimacie, czyli o tym jak kradnę górnicze piórko do walki ze smogiem

„COP24”. Cóż to za akronim? Czyżby to nowo odkryty pierwiastek wprost na zbliżającą się Gwiazdkę? Taki prezent pod sztuczną choinkę od towarzysza Mendelejewa – istnego Gwiazdora, który dzięki swojej tablicy zapisał się w zgłoskowo-cyfrowej atmosferze każdej mlecznej autostrady świata. Ach! Gwiazdor Mendelejew zdziwiłby się ileż jego gwiazdek-pierwiastków jest w wydychanym powietrzu samochodowych rur. Może na Święta pofatyguje się na Ziemię jego wybitna koleżanka po chemicznym fachu Maria Skłodowska-Curie? I zrobi nam Rodaczka na 100-lecie niepodległości narodowe zdjęcie rentgenowskie płuc? Serce przecież rośnie, tyle smogu mamy na 100-lecie, czas świętować to radośnie!

„KOP24”. Może tak to się czyta? I może w tym jest nawet sens głęboki. Musimy „coś kopnąć”, „coś poruszyć”, naprzód, do przodu, wprzód”! Nie ma lepszej ziemi niż nasza polska, po której stąpał Kopernik, który „wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię”. Ach! Ta nasza mesjańska misja XIX- wieczna się w końcu wypełni! Te nasze zmaltretowane smogiem płuca muszą wzruszyć dumne kominy fabryk z czerwonej cegły w Chinach. Ach Ty Smoku chiński! Dusisz się tak samo smogiem jak smok pod Wawelem! I tylko ludzie muszą zakładać maski, a ty ziejesz ogniem gorącym. Ty nie znasz klimatyzacji w tej świata szklarni.

Katowice. Nie ma lepszego klimatu do rozmów o jego ratowaniu, kiedy z trudem oddychasz i mówisz. Może i z tymi dwoma procesami życiowymi masz problemy w takiej gęstej atmosferze. Ale z pewnością szybciej myślisz o tym, że nie masz już czasu na myślenie. „KOP24”. Może to Twoje ostatnie 24 godziny? Doba? Wiek? Wiek XXI. Ziemia ma 21 ludzkich lat. „Oczko”. I tym szkiełkiem i oczkiem pozytywista ujrzy, że coś chyba ze zdrowiem Matki Ziemi jest nie tak. Że wizyta u pulmonologa jest niezbędna! Bo to zima, czas gryp, to znaczy dymiących kominów, infekcja goni infekcję. Matko! Zaszczep się od ludzkiej głupoty wycinania drzew! „Ale jak? Ale gdzie” – pyta Matka Ziemia stroskana. A antyszczepionkowcy siedzą w Sejmie w ławach rządowych. „Czy już nie ma dla mnie ratunku, mam raka, Ludzki Potworze/Doktorze?” – drąży Pacjentka niczym chciwy człowiek co łzy-ropę jej zabiera.

Barbórka. „I do kogo ja mam się modlić?” – pyta Ziemia drżąc cała. Ludzie mają przez nią dreszcze, bo zaczęła już zarażać. Mówią na to – „trzęsienie ziemi”. „Bóg dał mnie człowiekowi we władanie. A gdzie mój Bóg/Wróg?”. Idą w czarnych strojach galowych dumnie jak pawie, bo też przy wysokich kapeluszach przypięte pióro w różnych kolorach, by odróżnić role, funkcje i zaszczyty głów mądrych, głów górniczych. „Oni mają swoją patronkę, św. Barbarę. A ja? Bezbronna Matka w gorączce coraz większej, poty-oceany wylewam, głód-susza do lodówki bez prądu zagląda. Jak na wiosnę wykarmię moje dziatki? Przednówek. Wieczny przednówek mi został…”

Szczyt klimatyczny. „I plotkują o mnie politycy, naukowcy, aktywiści. A ja słucham. Nie dowierzam. Mam nadzieję, to ją tracę. Czy wy mnie nie kochacie?!”

Guwernantka. Choć nie mam górniczego pióra, piszę, stukam Wam te słowa. Cóż ja mogę? Wtrącę swoje 3 grosze! Bo my euro się boimy, węgla odpad do pieca włożymy, truje Kargul Pawlaka i Pawlak Kargula smogiem, co granic płotowych nie respektuje. Ale czegoś mi tu brakuje… Panie Gospodarzu Miły! Ministerstwo Zdrowia, Środowiska, cały NFZ pozywam, by odsmogować przed odlotem delegację z Fidżi! Oni mają pacyficzne powietrze nad sobą. Zróbmy im kwarantannę w uzdrowisku, w Lądku Zdroju! Toć to miejsce sławne jak metropolia Londyn! Każdy barejowski miś polarny, co sobie świat podbiegunowy na krze zwiedza, wie, że w Lądku Zdroju czas zakopać się ze wstydu pod powierzchnią borowiny! Delegacja pacyficzna poczuje polski pacyfizm oraz gościnność i może w ramach podziękowań wyślą nam, Warszawskim Smogowym Słoikom, świeżego powietrza łyki! Do dna! Panowie, do dna! Bo na strzemiennego Gospodarz Pan Tadeusz zaprasza do tlenowego baru. Szkoda tylko, że Matka Natura, taka abstynentka, po barach się nie szlaja, tylko brudne ścieki po dzieciach swych w chemii niemieckiej dopiera jak może. „A tu tyle łat, ile lat ja to będę prała? A że dzieci chorowite, wszystko ręcznie piorę. Nie znam ja chemicznych pralni. Jestem eco, takie mam ego. I choć człowiek odkrywa swoje matczyne alter ego i też eco chce być, wolno dorasta. A ja się starzeję, renty nie dostaję, wiek emerytalny zaraz podniosą, a ja im poziom oceanów, ot co!”

By było na koniec wszystkim miło, proponuję po tych gorzkich słowach łyk sztuki. Bo jak były starożytne olimpiady, zawsze jakaś okolicznościowa oda leciała w przerwie na reklamy. Bo czasami taki poeta to jak prorok, normalnie! Cyprian Kamil Norwid „Słowiański papież” A.D. 1848/Karol Wojtyła „Jan Paweł II” A.D. 1978. Konstanty Ildefons Gałczyński „Teatrzyk Zielona Gęś: „Dymiący piecyk” 1946/”COP24” Polska A.D. 2018.

Zaprośmy po wegetariańskiej kolacji kończącej to klimatyczne spotkanie na sztukę właśnie, do ekozielonego teatrzyku! Bo jak grzmi opozycja, sponsorami szczytu klimatycznego są… Konsorcja węglowe. Jeden bystry, błyskotliwy opozycjonista rzecze na ten przykro pachnący fakt: „Toż to jakby zjazd wegetarian sponsorowała rzeźnia!”. W studiu śmieje się kolega po fachu politycznym, też z opozycji. To niech pośmieją się i goście, przybyli na sztukę radośnie. Bo mieszkańcom Katowic, Ci co w okolicach Spodka wylądowali, to jacyś tacy nadęci, jak balony bez powietrza. A oni czekają swych ojczyzn i… Czystego powietrza! A zatem kurtyna w górę! Dalej, dalej! Już na stole polska gęsina! A na scenie gąska zielona aktoreczka się pasie! I tu kradnę tekst przedstawienia zgodnie z prawami linkowymi wklejam przypis: http://galczynski.kulturalna.com/a-6655.html. Co by mnie RODOłeb nie bolał. A Ty Czytelniku-Widzu, wsłuchaj się w poetę-proroka, swojskiego Kostka Gałka, równego gościa! A potem sprawdź alerty smogowe w aplikacji na smartfonie. Bo to wojna, Rodaku, to wojna… O Twoje zdrowie!

Teatrzyk Zielona Gęś

ma zaszczyt przedstawić

“Dymiący piecyk” 

Występują:
Chór Polakow
Dymiący piecyk
Osiołek Porfirion
i Dzwony

Chór Polakow
basem, wierszem My tu od wieków stoimy,
a ten piecyk ciągle dymi.
Czy to w lecie, czy też w zimie
piecyk dymi, piecyk dymi,
ach, geopolitycznymi
racjami jesteśmy wyni*

Dymiący piecyk
O, biedny, biedny jam piecyk,
od wieków te same rzecy.
Od tej ściany do tej ściany
cały piec zaczarowany,
więc czy to w lecie, czy w zimie
dymem natrętnym dymię
i nic się, ach, nic nie zmienia,
a ci Polacy modlą się i grają Szopena,
och!

Chór Polaków
Cudu! Cudu!
“Jak jarmużu bedłki”, (?)
tak cudu pragnie lud!.

Osiołek Porfirion
z narzędziami Nic nie rozumiem. Nie ponimaju. I do not understand. Wynosi popiół, czyści rury, czyli wykonuje kilka prostych czynności zduńskich

Piecyk
przestaje dymić

Chór Polaków
natychmiast z radości pogrąża się w pijaństwo i dzwoni w dzwony

Dzwony
Bum-buum tedeum!

Chór Polaków
konkluzja Nasz piecyk cudem zreparowany,
lecz Osiołek Porfirion to gość podejrzany. biją Porfiriona

K U R T Y N A

Konstanty Ildefons Gałczyński
Pierwodruk: «Przekrój» 1946, nr 86

 

 

Leave a comment