Guwernantusia zaprasza na blogusia, czyli o zdrobnieniach w języku polskim

Sytuacja 1.

Sklep

„Oj, nie mam drobnych pieniążków. Będę winna grosika.”

Reakcja klienta

„Grosiczka nie potrzebuję. Ja grosiczkiem nie śmierdzę”.

Moja reakcja

Skurcz w piątym lewym żebrze  znany w medycynie jako „wkurw”.

Sytuacja 2.

Restauracja w czasie „Kuchennych rewolucji” Magdy Gessler

Biesiadnik 1

„Mięsko jest mięciusie”

Biesiadnik 2

„Sałateczka ma smaczek babcinego pichcenia”

Biesiadnik 3

„Zupka pyszniusia”

Moja reakcja

Skręt kiszek w literę S zwany w medycynie jako „dorzygu”.

Sytuacja 3

Mamusia

„Bartusiu, idziemy teraz do parczku. Wstań z kolanka”

Syneczek

„A będę jeździł po pagóreczkach na rowerku?”

Moja reakcja

Narkolepsja instynktu macierzyńskiego zwana w medycynie syndromem bezsenności w Seattle.

Moi drodzy. Polski to nie jeden język. To dwa języki jednocześnie: oficjalny i zdrobniony. Jak słyszę takie zdrobnienia-perełki to zastanawiam się jak my – Polacy, jesteśmy siebie w stanie zrozumieć.

Moja przyjaciółka zapytała się mnie: „Jak czuje się twój pies?”. Ja na to: „Oj, bardzo kocha swoją pancię”. Moja mądra przyjaciółka odparła: „Zobacz. Słowa „pancia” nie przetłumaczysz na żaden język obcy. Jest to słowo nieprzetłumaczalne. Ma za znaczenie nie tylko „panią” swojego psa, ale i cały bagaż znaczeń przenośnych. To miłość, to troska, to czułość”. Zgodziłam się z nią w 100%. Pancia ma piesunia tylko w Polsce.

Zaczęłam o tym rozmyślać. Uczę się pięciu języków obcych i właściwie nie trafiam w słownikach na zdrobnienia. Myślę sobie: „Co za zimni ludzie, bez emocji w języku!”. Kiedy pomyślałam o polsko-niemieckim słowniku zdrobnień przeszył mnie dreszcz. Niemieckie słowa i tak już są długaśne. Niemieckie zdrobnienia nie mieściłyby się nawet na kartce formatu A4. Nie mówię już o wrażeniach słuchowych. Niemiecki to twardy język. Zdrobnienia wszystko zmiękczają. Ale może to nie kwestia języka, a narodu? Jego temperamentu? Wychodzi na to, że Polacy to ciepłe kluchy. A zwłaszcza faceci. Pamiętacie, że kiedyś mówiło się „facetka od polaka”, „facetka od angola”, „facetka od bioli”. Ciekawa jestem, że uczniowie jeszcze tak mówią.

Kiedyś oglądałam wywiad z Jerzym Stuhrem. Bardzo go cenie jako aktora i człowieka. Zapytał retorycznie dziennikarza: „Gdzie poza Polską umówi się pan na kawusię?”. Święta racja! Polska kawusia jest jak włoskie espresso!

Kreatywność w zdrabnianiu to polski sport. Nasz język stale żyje, rodzi zarówno wyszukane bluzgi jak i poetyckie zdrobnienia.

Może zdrobnienia są slangiem? Slangiem a la czułe słówka.

Kiedyś chciałam bardzo wyjść za mąż za Francuza. Kocham język francuski, francuską kulturę, francuską kuchnię. Ale uznałam, że mój potencjalny mąż będzie oziębły jeśli nie będzie do mnie mówił: „Skarbeńku, wymasuję ci stópki. Kotku ugotuję Ci obiadek. Słonko pójdziemy na spacerek”. Jerzy Bralczyk jest już zajęty. Jacyś chętni do ręki Guwernantki? Przyjmuję oświadczyny tylko od rasowych zdrabniaczy języka polskiego. Oświadczyny zostaw w komentarzyku. Nie zapomnij dać łapki w górę. Czekam.

Leave a comment