O marzeniach i gramatyce życia z coachingiem w tle

Już długo mnie tutaj nie było. Nic specjalnego mnie nie zainspirowało do napisania. Jednak odczuwam już wewnętrzną potrzebę pisania jako takiego. Od grudnia mam na pulpicie plik pod nazwą „Chcę napisać wiersz głęboki”. Śmieszne prawda? Ów wiersz miał już tyle koncepcji, różnych początków, że w sumie jego konwencja mogłaby się opierać na samych próbach jego napisania. Przysiadłam do niego po obejrzeniu po raz drugi filmu „La la land” (reż. Damien Chazelle). Znów uświadomiłam sobie, że moją pasją jest pisanie. Odwiedziłam nawet stronę z aktualnymi konkursami literackimi. Opuściłam ją z przeświadczeniem, że napiszę sztukę teatralną.

 

Tym, którzy nie widzieli filmu, mówię: „Obejrzyjcie”. To film o marzycielach, ich marzeniach i ich spełnianiu. Film, nie wiedzieć czemu, mnie za drugim razem zdołował i bardzo wzruszył. Ma porywającą (jak jego ścieżka dźwiękowa – to w końcu mucical) moc. Najpierw musiało zatem dojść do swoistego katharsis. Przeanalizowałam swoją sytuację i nie byłam zachwycona. Ale ten dzień, w którym oglądałam film, był szczęśliwym dniem. Okazało się, że zaliczyłam kolejną sesję egzaminacyjną na studiach i odebrałam telefon w sprawie nowej pracy. A zatem jakieś przełomy się zdarzają, tak jak w życiu bohaterów.

 

Ostatnio z czystej ciekawości kupiłam wydanie specjalne czasopisma „Coaching extra”. Podtytuł: „Twój rozwój, sukces, szczęście”. Na magazyn składa się 10 warsztatów dr Ewy Mukoid. A na okładce krzyczą do mnie takie hasła jak: „Odkryj czego naprawdę pragniesz”, „Zaprojektuj sukces krok po kroku”, „49 ćwiczeń jak od marzeń przejść do zdarzeń”. Sesja couchingowa sam na sam z makulaturą i ołówkiem dopiero przede mną. Ale jakieś parę dni temu wyznaczyłam plany do 2021 roku. Mam więc niczym w PRL-u plan trzyletni – Trzylatkę. Dało mi to poczucie wewnętrznego spokoju.

 

Patrzę zatem w przyszłość, choć wczoraj od godziny 17.00 wybrałam się w rejs w przeszłość wraz z częścią mojej licealnej klasy. Mieliśmy okrągłą pomaturalną rocznicę i niezły powód do spotkania. Żyliśmy  przez te kilka godzin swoją wspólną przeszłością, ale i teraźniejszością, a skończyliśmy na planach/marzeniach na przyszłość. A zatem tak jak w gramatyce, tak i w życiu przeszliśmy przez wszystkie czasy. Koleżanki i Koledzy, z tego miejsca dziękuję Wam za spotkanie!

 

Przypomniałam sobie swoje marzenia maturzystki. Na pytanie kim chcę być odpowiadałam: dyplomatą. Zobaczymy, może kiedyś na swój sposób nim zostanę 😉

 

Tymczasem mamy dzisiaj niedzielę historyczną. Pierwszą z zakazem handlu. Za oknem świeci słońce, ludzie jakoś lżej odziani latają po ulicy,  mamy połowę marca i bliżej nam niż dalej do wiosny. Wybieram się za miasto. I Wam też radzę miło i z pożytkiem dla zdrowia, duszy i umysłu spędzić ten wolny czas. Bo czasu, tak jak dzisiaj niczego w markecie, nie kupimy.

Także na koniec stosuję autorską teorię time coachingu. Bywajcie!

 

 

3 thoughts on “O marzeniach i gramatyce życia z coachingiem w tle

  1. Niełatwo pogodzić się ze starymi wyobrażeniami i marzeniami tego, w jaki sposób miało wyglądać nasze życie teraz (nie znam nikogo, kto umiałby to sobie przepowiedzieć), ale zakładając, że z takim samym postrzeganiem świata przenosimy się 10 lat wstecz, zapewne mielibyśmy zupełnie inne projekcje przyszłości.

    Like

  2. Dobrze jest planować, ja niestety tego nie potrafię. Po prostu łapię to, co akurat się dzieje i wyciskam jak cytrynkę :). Może też powinnam przeczytać ten numer? 😛

    Like

  3. Hej,

    tekst ciekawy. Nie podobał mi się fragment o tym, że mam spędzić wolny czas.
    A dlaczego? Pracuję zdalnie, jutro będę miał czas dla Rodziny.
    A tutaj zakazuje mi się wyboru…

    Like

Leave a comment