Modlitwa wróbla do pieńka, czyli percepcja przyrody w azjatyckim i europejskim ujęciu kamery

Tak się złożyło, że w tym tygodniu miałam przyjemność obejrzeć dwa filmy, w których dużą rolę odgrywa przyroda. Czy mogło mi się przydarzyć coś cudowniejszego niż połączenie „szklanej” przyrody z przywróconą do życia wiosenną aurą?

Pierwszy film pt. „Miód dla dakini” (reż. Dechen Roder) to bhutańska produkcja. Przez ponad dwie godziny obserwuję, między innymi, niezwykłą przyrodę tego kraju. Podobnie jak w drugim obejrzanym przeze mnie filmie – „Pokot” (reż. Agnieszka Holland) – tutaj podziwiamy krajowe podwórko – Kotlinę Kłodzką. W obu przypadkach rola kobieca jest najważniejsza. Choć obie bohaterki dzieli wiele, łączy je miłość i szacunek do przyrody.

Główną bohaterką filmu z Azji jest Choden – niezwykle piękna i młoda dziewczyna. Co ciekawe, właśnie ze względu na swoją urodę nie wzbudza zaufania ludzi z wioski do której przybyła „nie wiadomo skąd”. Co więcej, przypisuje się jej wręcz demoniczne cechy. Choden mieszka samotnie i pomaga pobliskim mniszkom w klasztorze. Kiedy połączymy te dwa fakty nie zdziwi nas teza, że kiedy zaistniało podejrzenie zamordowania pzeoryszy, cień podejrzeń pada na Choden. I tu rozpoczyna się właściwa akcja, której zdradzać Wam nie będę. Kryminał ten ogląda się przyjemnie, choć nie ukrywam, że tzw. „dłużyzny” też się zdarzają. Sprawę Choden rozpracowuje młody detektyw z policji – Kinley.

W „Pokocie” poznajemy Janinę Duszejko – kobietę dojrzałą i doświadczoną. Na co dzień uczy angielskiego w szkole. Mieszka samotnie, ale nie powiedziałabym, że się alienuje. To serdeczna postać, o dużej empatii i wrażliwości. Film powstał na podstawie powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Duszejko – bo tak każe na siebie mówić – zna się na astrologii, nie je mięsa i jest przeciwniczką kłusownictwa oraz polowania na zwierzęta. Film posiada piękne ujęcia przyrody i wręcz czeka się na przysłowiowy głos Krystyny Czubówny rodem z programów przyrodniczych. Jednak się go nie doczekamy, bo „Pokot” to świetny kryminał. Miałam okazję obejrzeć usunięte sceny. I dobrze, że zostały usunięte, gdyż były w swojej wymowie bardzo patetyczne. A film podobał mi się właśnie dzięki temu, że nie jest takim nadętym ekomanifestem. Film zdobył nagrodę Srebrnego Niedźwiedzia na 67. Międzynarodowym Festiwalu w Berlinie. Akcja jest bardziej wartka niż w przypadku „Miodu dla dakini”. Jednak film z Azji jest w pewnym sensie filozoficzny i mistyczny. Jest w nim miejsce na buddyjskie przypowieści, co dla człowieka Zachodu stanowi pewną ciekawostkę kulturową i antropologiczną.

Dakinie to oświecone kobiety, których zadaniem jest przekazywanie mądrości przeszłych pokoleń przyszłym pokoleniom. Zwróć uwagę, że Duszejko (choć to emerytowana inżynierka) jest nauczycielem. Swoją postawą kształtuje przyszłe pokolenie. Co więcej, obie bohaterki mieszkają w górach. A góry kojarzą się z trudnymi warunkami i wieloma przeciwnościami przyrody, która choć niezwykle piękna, to często nie idąca na kompromisy kapryśna Pani.

Aktualnie w Polsce na czasie jest sprawa wycinki w Puszczy Białowieskiej czy (jakiś czas temu) nowe prawo łowieckie. Wiele „Duszejek” – pan i panów – przybyło bronić puszczy. To ostatni las pierwotny w Europie. „Pokot 2” mógłby mieć miejsce właśnie tam, ukazując walkę obywateli z władzą. Co do ustawy, zakazano m.in. udziału osobom poniżej 18 roku życia w polowaniach.

A wróbli w miastach coraz mniej… Ileż gatunków zwierząt żyło przed nami, a których już nie ma. Roślinom mam wrażenie jest trochę łatwiej, choć wg ustawy byłego już ministra Jana Szyszki można było (czy cały czas można?) wyciąć drzewa bez pozwolenia, jeśli się je tam posadziło. Ze zgrozą obserwowałam to, jak znikają drzewa z okolicznych podwórek, a mieszkańcy mieszkań-ciemnic odzyskują witaminę D. Ale może nie byli świadomi, że zaleca się dla zdrowia patrzeć na zieleń, przyrodę, co ponoć działa kojąco na nerwy. Cóż… Może wolą mieć plazmę powieszoną na ścianie w otoczeniu tapety-gaju brzozowego. A za oknem pieńki. Bo my z tą przyrodą to na bakier. Dopiero jak jej zabraknie… Ale wtedy to i już nas nie będzie. Amen.

 

 

3 thoughts on “Modlitwa wróbla do pieńka, czyli percepcja przyrody w azjatyckim i europejskim ujęciu kamery

Leave a comment