Spełnienie literackich i filmowych marzeń, czyli Guwernantka nadrabia zaległości

Są książki, które od zawsze chcesz przeczytać, ale musi nadejść na nie pora. Dla mnie taką książką od zawsze były „Wichrowe Wzgórza” autorstwa Emily Jane Brontë napisana w 1847 roku. A zatem od jej wydania do mojej jej lektury minęło dokładnie 178 lat. Jednak nigdy nie jest na nic za późno. Zwłaszcza jeśli chcemy zapoznać się z dziełem zaliczanym do kanonu literatury angielskiej pod hasłem „arcydzieło”.

Emily Brontë miała równie utalentowane literacko siostry: Charlotte i Anne – wszystkie pisarki doby wiktoriańskiej.

Moja przygoda z „Wichrowymi Wzgórzami” nie zaczęła się kilka tygodni temu, kiedy wypożyczyłam ją z biblioteki w języku polskim. Ładne wydanie z 2024 roku tylko zachęcało do lektury. Książkę czytałam w tłumaczeniu Pawła Bulskiego. Pamiętam, że jakoś w czasie pandemii kupiłam na Allegro oryginalne wydanie „Wuthering Heights”, ale ostatecznie go nie przeczytałam. Szczerze? Trochę zniechęciła mnie malutka czcionka, ale teraz kiedy po tym czasie ją otwieram myślę, że dałabym radę ją przeczytać. Aktualnie po lekturze w języku polskim, a potem obejrzeniu ekranizacji, byłoby mi znacznie łatwiej połapać się w fabule. A czytanie w obcym języku to świetna forma nauki. Choć cały czas ciągnie mnie, by zdać w końcu egzamin Advanced (C1) z angielskiego, skupiam się aktualnie na nauce włoskiego.

Książka bardzo mi się spodobała. Pasuje do niej określenie „gotycka”. Uwielbiam klimat Anglii. Jej krajobrazy kojarzę z ekranizacji powieści Jane Austen. Fajnie, że udało mi się obejrzeć również ekranizację „Wichrowych Wzgórz” (reż. Peter Kosminsky, 1992 r.). W roli Cathy Earnshaw/Cathy Linton-Heathcliff wystąpiła rewelacyjna Juliette Binoche. Aktualnie bardzo rozpoznawalna na świecie francuska aktorka. Jednak 33 lata temu dopiero zyskiwała międzynarodową sławę. Duże wrażenie zrobił na mnie jej świetny angielski akcent. W ogóle bym się nie połapała, że to Francuzka. Gra świetnie, błyszczy urodą i aktorską inteligencją. W roli Heathcliffa wystąpił różnie rewelacyjny Ralf Fiennes. To z pewnością nie była dla niego łatwa rola, ale moim zdaniem ją udźwignął.

Akcja powieści i filmu rozgrywa się w XVIII w. w północnej Anglii. Warto nadmienić, że wrzosowiska z „Wichrowych Wzgórz” są dzisiaj częścią parku narodowego North Yorkshire Moons. Jest tam pełno łanów wrzosów! To musi wyglądać magicznie i klimatycznie.

Emily Brontë miała 29 lat gdy pisała swoją jedyną powieść. Rok później zmarła. Z pewnością gdyby nie to miałabym więcej jej książek na liście „Przeczytać koniecznie”.

Fajnie najpierw zapoznać się z książką a potem obejrzeć ekranizację. W czasie oglądania konfrontowałam własną wyobraźnię z wyobraźnią reżysera, scenografa, kostiumografa… To bardzo inspirujące zderzenie. W książce zawsze jest i będzie więcej szczegółów odnośnie co do miejsc czy postaci. Rozwój tych ostatnich jest dokładniejszy i bardziej rozwinięty. Poza tym to świetna rozrywka wyobrażać sobie świat przedstawiony. To jak wyglądają bohaterowie lub miejsca, gdzie toczy się akcja. Jeśli poświęcimy najpierw czas na lekturę będziemy w stanie samodzielnie ocenić, czy film oddaje ducha oryginału. To właśnie z tego powodu niektóre powieści mają po kilka wersji filmowych.

Największą liczbą ekranizacji może poszczycić się powieść Arthura Conan Doyle’a „Przygody Sherlocka Holmesa” z 250 adaptacjami. 200 adaptacji ma „Opowieść wigilijna” Charlesa Dickensa. To naprawdę robi wrażenie. Zresztą, nie tylko o inną wyobraźnię potencjalnych reżyserów tu chodzi. Nośny tytuł powieści może przyciągnąć do kin czy przed telewizory tysiące, jeśli nie miliony, ludzi. A to przekłada się na realne pieniądze.

Zachęcam do lektury „Wichrowych Wzgórz” i obejrzenia filmu. Nie wiem czy jest on dostępny na jakiejś platformie. Ku mojemu zaskoczeniu na stronie CDA można obejrzeć całe pełnometrażowe ekranizacje kolejno z 1939 r., 1970 r. i 1992 r. Jest zatem w czym wybierać. Ja na razie poprzestanę na najnowszej wersji. Czas wolę poświęcić na odkrywanie kolejnych fascynujących światów przedstawionych w innych powieściach lub książkach z innego gatunku. Na przykład non-fiction. Już wypożyczyłam sobie biografię DJ’a Avicii, czyli Tima Berglinga. Zapewne po lekturze też się do Was odezwę. Może uda mi się obejrzeć filmy dokumentalne na jego temat. „Avicii – True Story” (2017 r.) i „Avicii – Jestem Tim” (2024 r.).

To zabawne, ale „Wichrowe Wzgórza” to również tytuł tureckiej telenoweli jeśli zamiast „wzgórza” powiesz „wzgórze”. Można się pomylić ;). „Serial <<Wichrowe wzgórze>> to emocjonująca opowieść o miłości, nienawiści i skomplikowanych relacjach rodzinnych, rozgrywająca się w małym tureckim miasteczku. Głównymi bohaterami są Zeynep i Halil, których losy splatają się w nieoczekiwany sposób, na zawsze zmieniając ich życie”. Podobne? Podobne!

Leave a comment