Dawno nie oglądałam tak złego filmu. Piszę o filmie Marcina Krzyształowicza „Pan T.”. Opowiada ona historię pisarza, który mieszka w Domu Literatów i Artystów. Akcja filmu ma miejsce w Warszawie w roku 1953. Władzę w Polsce ma partia komunistyczna na czele z towarzyszem Bierutem. To ciężkie czasy dla wszystkich Polaków. Jednak położenie artystów jest już skrajnie trudne. Piszę o tych niepokornych, chcących być niezależnymi od ideologii socrealizmu w kulturze. Tacy pisarze jak Pan T. nie mogą się w nowej rzeczywistości odnaleźć. Przestają pisać, bo nikt nie chce ich wydawać. Muszą dorabiać jako korepetytorzy, sprzedają cenne przedmioty. Tak właśnie żyje się Panu T. Na samym początku filmu widz zostaje poinformowany, że to nie jest niczyja biografia. Wszyscy jednak widzą w „Panu T.”, którego gra Paweł Wilczak, prawdziwą postać – Leopolda Tyrmanda. Skrót Pan T. to wyraz tego, że bohater to everyman, jak u Kafki Józef K. w „Procesie”.
Jeśli chodzi o moją recenzję filmu to wystawiam mu ocenę między mierną a dostateczną. Podjęty w filmie temat opowiadający jak miewała się kultura i jej przedstawiciele w czarnych ostatnich godzinach stalinizmu jest arcyciekawy. Ukazanie losów „niezłomnych żołnierzy pióra” w państwie totalitarnym zasługuje na o wiele lepszy film. A „Pan T.” to ni komedia, ni tragedia. Farsa powiedziałabym. Kompletnie nie przekonuje mnie humor zawarty w tym filmie. Momentami czułam się wręcz zażenowana jego poziomem. Przez kiepski humor film traci na lekkości, akcja jest wymuszona, nie płynie tak, jak powinna. Dialogi są słabe, często na wyrost egzaltowane. Choć grę aktorską oceniam dobrze. Podobają mi się zdjęcia. Film jest czarno-biały. Scenografia jest nawet przekonywująca.
W filmie ważne są następujące wątki:
TWÓRCA
Człowiek który czuje w sobie wewnętrzny imperatyw pisania będzie tworzył na przekór wszystkim niesprzyjającym okolicznościom życiowym. Chęć do pisania można oczywiście w sobie zagłuszyć, wybrać sobie praktyczny zawód i żyć dostatnio. Ale iskra (może nawet i Boża) siedzi w człowieku pisarzu, czy człowieku niepisarzu, uciekającym przed przeznaczeniem. Czy da się osiągnąć szczęście wbrew sobie, swojej pasji i powołaniu? Człowiek pisarz i człowiek niepisarz rodzą się w szufladzie. To do szuflady eksportują swoją dusze. Ale tylko pisarz, który zmartwychwstanie z owej szuflady i na dowód tego wyda akt urodzenia siebie jako pisarza w wydawnictwie, jest na drodze do prawdziwego zbawienia, dzięki któremu dusza prawdziwego pisarza osiągnie niebiańską pełnię szczęścia. Niepisarz oczywiście nie jest skazany na żadne piekło. Każdy ma prawo do decyzji co zrobić ze swoim talentem. Czy zostać pisarzem, czy tez nie. Decyzja o poświeceniu się literaturze nie jest łatwa. Często pisarze piszą w wolnych chwilach normalnie pracując i zarabiając. Jeśli zaczynają lepiej zarabiać jako pisarze i będą się w stanie utrzymać, to poświęcają się wyłącznie literaturze.
TROSKI
O problemach materialnych pisałam już powyżej. Są one oczywiste. Inny problem to niedocenienie pisarza za jego życia. Niektórzy pisarze mogę na przykład przeskakiwać epokę i dopiero w niej zyskać sławę. Wrócę jednak do kwestii utrzymania się pisarza. Istnieją różne specjalne stypendia ufundowane z myślą o wsparciu pisarzy w trakcie pisania przez nich dzieł tak, żeby mogli oni skupić się tylko i wyłącznie na tworzeniu. Co więcej, są organizowane liczne konkursy z nagrodami pieniężnymi i możliwością publikacji. Trzeba tylko dobrze prześledzić Internet. To wymaga trochę czasu. Nie każdy pisarz otrzyma stypendium czy wygra konkurs, ale próbować zawsze warto.
TOTALITARYZM
Wolny duch artysty w ustrojach totalitarnych czuje się jak kolorowa papuga którą na siłę chce się zamknąć w klatce kanarka. Jednym słowem artysta i totalitaryzm się gryzie. Oczywiście znajdą się ci karni pisarze którzy wezmą na warsztat zasady socrealizmu. Dzieło jest jednak wieczne. Totalitaryzm już nie. Czy potrafisz wymienić choćby jednego przedstawiciela socrealizmu w literaturze? Jeśli nie, to tym lepiej dla ciebie. Artyści, w tym pisarze, to często ekscentrycy. To bohema. To szaleństwo. To natchnienie. To inspiracja. Ale nie można zapominać, że i żmudne rzemiosło. Pisarza, mówiąc wprost, często boli dupa. Musi swoje przesiedzieć nad kartką, przed maszyną do pisania, przed laptopem. To zawód skazany na samotność. Bo przecież pisarz zostaje sam na sam ze sobą, pomysłem i materią.