Dzisiaj opowiem Wam ciekawą historię. Wydarzyła się ona naprawdę. Opisuje ją dramat historyczny pt. “Angelo” (reż. Markus Schleinzer, 2018). Wątek tej opowieści wykorzystuje w swojej książce “Bieguni” sama noblistka Olga Tokarczuk.
Głównym bohaterem tej opowieści jest Angelo Soliman. Urodził się w 1720 r. w Nigerii. W wyniku konfliktu zbrojnego stał się niewolnikiem. W wieku 10 lat trafił do Wiednia pod opiekę arystokratów by przebyć drogę “ku człowieczeństwu”.
Chłopiec został ochrzczony i nadano mu imię Angelo. W trakcie filmu jego “opiekunka” powie do niego: “Angelo – pierwszy posłaniec Boga. Chciałam cię wychować tak, byś był uczciwy i miłosierny, dobry i czysty w każdym wyroku”.
Zadbano o jego edukację. Zna języki obce, gra w karty, ma nienaganne maniery i można powiedzieć – powszechny szacunek. “Teraz jesteś jednym z nas” – usłyszy takie słowa ze swojego otoczenia. Nawet służba dba o Angelo. Zwracają się do niego: “Mój panie”.
Stał się kimś na wzór “nadwornego murzyna” lub “artystycznej maskotki”. Angelo bowiem występuje, gra na flecie, deklamuje. Wyróżnia go na tle innych jego styl ubierania. Są to piękne, wręcz ekstrawaganckie stroje. Nosi nawet czarną skórę. Maluje usta na czerwono, ma kolczyk w uchu.
W jednej z rozmów zostaje zapytany przez cesarza Austrii:
“Czy wróciłbyś do Afryki, gdybyś mógł?”. Angelo odpowiada: “Nie, Wasza Wysokość. Jestem tam obcy”. “Jesteś synem Europy?”. “Jestem synem Afryki lecz człowiekiem Europy” – dopowiada Angelo.
W pewnym momencie opuszcza dwór. Uzyskuje niejako “wolność”. To jednocześnie przywilej, ale i wyzwanie. Musi zadbać o byt: swój, swojej żony, a później dziecka.
Franciszek Józef I Lichtenstein wypchał po śmierci jego ciało i postawił w swoim gabinecie osobliwości. Eksponat trafił następnie do Naturhistorisches Museum, gdzie ostatecznie w 1948 roku spłonął w pożarze.
Jego córka – Józefina Soliman von Feuchtersleben – bezskutecznie zabiegała o godny pochówek ojca. Jej listy do cesarza Austrii barwnie przywołuje Olga Tokarczuk w książce “Bieguni”.
Gdy będziesz kiedyś w Wiedniu być może trafisz na ulicę Angelo Solimana. Pomyśl przez chwilę o jego historii.