Życiopisanie według Amy Winehouse, czyli Guwernatka słucha i czyta

Sama zaczęłam się ostatnio zastanwiać, dlaczego tak często i tak długo słucham Amy Winehouse. Czasami mówiłam sobie: “Zmień płytę” i mój Spotify szukał alternatywy dla Amy Winehouse. Ale to był istny nokaut. Po pierwszej sekundzie wyłączałam “nową płytę” i wracałam do Amy. Była mi potrzebna.

Właśnie obejrzałam film dokumentalny “Amy” (reż. Asif Kapadia, 2015), który mnie wzruszył i mną wstrząsnął. Film na podstawie jej życia zainspirował mnie do napisania dwóch postów o tej artystce. Pierwszy poświęcę tematowi pisania własnych tekstów piosenek przez wykonawców. Bo Amy Winehouse to życiopisanie, tak jak mówiło się o Osieckiej. Zapowiadam też drugą odsłonę Amy – sławnej dziewczyny, która nie pragnęła sławy. Chciała tylko śpiewać.

Wojciech Młynarski – genialny polski tekściarz – mówił, że lepiej jest, kiedy teksty pisze zawodowy tekściarz, że ich jakość jest wtedy lepsza. Można się z tym zgodzić. Na polskiej scenie muzycznej nie każda piosenkarka ma polot Katarzyny Nosowkiej czy Edyty Bartosiewicz. Ale jedno wiem już na pewno. Na świecie wśród zagranicznych wokalistek uznaję, że teksty Amy Winehouse dokładnie do mnie trafiają i można z nimi jak najbardziej się utożsamiać, choć Amy zawsze pisała tylko o sobie:

“Zawsze piszę o sprawach osobistych. Nie umiem mówić o czymś, czego nie przeżyłam. Nawet jeśli moje refleksje są smutne, nigdy ich tak nie zostawiam. Zawsze dodaję jakąś puentę. Dlatego moje piosenki są oryginalne”

Tak, słuchając jej piosenek słucha się jej pamiętnika. Pisała bardzo intymnie, o nieudanych związkach, odwyku. Pisała i tworzyła dla siebie, bo jak mówi w filmie:

“Piszę piosenki, bo mam zryty mózg i muszę to przelać na papier. To mi pomaga. Ze zła powstaje dobro”.

Swoje cierpienie układała w rymy. To naprawdę piękne teksty. W filmie ktoś bardzo słusznie zauważa:

“Jej talent poetycki i melodyczny dowodził, że jej młode ciało kryło bardzo starą duszę”.

Podobnie uważa jej producent Salaam Remi:

“Miała stylistykę 65-letniej wokalistki, która wie, o co chodzi. Osiągasz to, mając 18 lat. Do czego dojdziesz, gdy skończysz 25?”.

Każdy wiedział, że Amy ma depresje, bulimię, problemy z alkoholem i narkotykami. O tym mówiła sama, jak wtedy:

“Nie wiedziałam, co to jest depresja. Czasami czułam się dziwnie i byłam inna. Chyba dlatego zaczęłam pisać piosenki”.

W innym miejscu filmu słyszę jej wypowiedź:

“Wcale nie jestem mocno pokręcona. Wiele osób z depresją nie potrafi dać upustu emocjom. A po jednej godzinie gry na gitarze człowiek czuje się lepiej”.

I Amy pisała, pisała, pisała. Mówiła nawet: “Chciałabym całymi dniami pisać piosenki”.

Pisanie tekstów piosenek ciężko wsadzić w ramy 8-godzinnego etatu. Zwłaszcza, jeśli tak jak Amy, pisze się o sobie. “Szefem” tekściarza są różne rzeczy m.in. wena, nastrój, potrzeba, pieniądze etc. Amy była wrażliwa. Emocje układały jej późniejsze single.

“Gdy napisałam pierwszą piosenkę o Blake’u, kolejne pisały się same. Byłam na fali. Uczucia i słowa kłębiły się wokół mnie. Gdy pisze się piosenkę, trzeba pamiętać uczucia, jaka była pogoda, jak pachniała jego szyja. Trzeba pamiętać wszystko”.

Blokady twórcze istnieją. Czasami niedrożność twórczości powoduje sława i presja. Amy Winehouse tego właśnie doświadczyła. Na Festiwalu B-live w Londynie dziennikarka pyta się jej:

Dziennikarka: Co u ciebie? “Frank” wyszedł w zeszłym roku i od tamtej pory nie słyszeliśmy nic nowego. Kiedy kolejny singiel?

Amy Winehouse: Nie myślę o tym. Pracuję nad nowym albumem.

Dziennikarka: Brakuje ci weny?

Amy Winehouse: Tak, ciężko mi się teraz pisze. Można napisać milion rzeczy, ale żadna nie będzie dobra. I właśnie się staram.

To bardzo rzadkie, żeby artysta mówił prawdę tak wprost, że ciężko mu idzie tworzenie. Amy nie tylko była pytana o to, kiedy będzie coś nowego. Często czepiano się jej tekstów i porównywano z innymi wokalistkami. To fragment jednego z takich “porównawczych” wywiadów:

Dziennikarka: Każda kobieta, która pisze o tych rzeczach nagrywa płytę i jest po sprawie. Spójrz na Dido. Dzięki tej płycie opróżniła swoją emocjonalną szafę.

Amy Winehouse: Naprawdę?

Dziennikarka: Jasne. Opowiada tylko o zerwaniach i o tym, jak je przetrwała, o tym jak nie poszła na dno. Ale Dido, to Dido…

Post o Amy-tekściarce chcę zakończyć treścią jej wiadomości nagranej na automatycznej sekretarce producenta Salaama Remi w rok przed jej śmiercią:

“Cześć Skarbie. Mówi Amy. Salaam, wciąż piszę rapowe teksty, zapisuję całe strony tekstu w stylu Wu-Tang Clan. Zgrabne, freestylowe monologi z pięknymi aliteracjami. Gdybyś teraz chciał stoczyć ze mną bitwę rapową, to cię wykończę, bo jestem juz samurajką. Zanim spytasz, czy jestem zalana albo naćpana i co ja wyprawiam. Tak, uwaliłam się. Na maksa. I wciąż chodzą mi po głowie te nowe teksty. Nie wiem czemu… Pewnie wejdą na nowy album. Odważ się sensei. Zróbmy to. Całuję. Część”.

Leave a comment