Duże robi wrażenie, czyli Guwernantka w kinie na filmie “Amelia”

U mnie jak zwykle od 2018 roku (7 lat!) zdarta na YouTubie płyta z muzyką do filmu “Amelia” w wersji piano w wykonaniu Jereoena van Veena. Przy tej muzyce świetnie mi się pisze i skupia na tej czynności. Jest łagodna w tle, nie przeszkadza i nie irytuje. Prawie dwie godziny słuchania.

Jakże miła dzisiaj wyskoczyła mi na Facebooku informacja sponsorowana nadana przez Svitlo Concert EU: “Magiczny koncert muzyki Yanna Tiersena w najwyżej położonej sali koncertowej” (Warszwa, Sky Hall, ul. Twarda 18/Spektrum Tower 28. piętro; bilety od 125 zł). Krótka reklama: “Usłyszycie niesamowitą muzykę kompozytora Yanna Tiersena, autora muzyki do już kultowego filmu<<Amelia>>, która będzie również wykonywana na naszym koncercie. Zapraszamy na wieczór pełen lirycznych melodii w wykonaniu wyjątkowego pianisty Andrzeja Pokaza, który zabierze Was w podróż przez bezkresne krajobrazy dźwięków i uczuć. Podarujcie sobie i swoim bliskim niezapomniany, magiczny wieczór!”. Brzmi świetnie!

A trzeba wiedzieć, że film “Amelia” jest ponownie w niektórych kinach wyświetlany. Na przykład w ostatni poniedziałek w ramach Dyskusyjnego Klubu Filmowego we Włocławku. Przyszło nawet sporo osób. Dołączyłam i ja choć płyta DVD z filmem “Amelia” jest u mnie co najmniej tak zdarta jak ścieżka filmowa “Amelii” na YouTubie.

Jak zwykle, pisząc post na Guwernantce, pragnę wykazać się dociekliwością naukową i sięgam po książki z regału. Tym razem będzie to świetna książka pt. “Filmowy Paryż, czyli magia kina i miasta” napisana przez Michała Bąka. Udało mi się natrafić na taki wydawniczy rarytas w księgarni Centrum Sztuki Współczesnej “Znaki czasu” w Toruniu. Taki mam już nawyk, że uwielbiam galeryjne bądź muzealne sklepiki.

Ksiażka dzieli się na rozdziały: “Paryż, którego nie ma” (filmy: “Kod da Vinci”; “Dzwonnik z Notre Dame”; “Królowa Margot”; “Maria Antonina”; “Danton”) i “Paryż, który pozostał” (filmy: “Upiór w operze”; “Hugo i jego wynalazek”; “O północy w Paryżu”; “Ostatnie metro”; “Bękarty Wojny”; “Marzyciele”; “Nienawiść”; “Nietykalni”; “Trzy kolory”; “Przed zachodem słońca”; “Zakochany Paryż”; “Diabeł ubiera się u Prady”; “Amelia”. ).

Posty najpierw piszę w OpenOffice Writer i zostało mi pół stronki, bo nie wiem jak to robię, ale każdy post to idealnie co do kropki zawsze jedna strona. Napiszę zatem parę słów o filmie “Amelia”. Może ktoś jeszcze z Was go nie widział?

Reżyserem “Amelii” (2021 r.) jest Jean-Pierre Jeunet. Główną rolę gra Audrey Tautou, a jej romantycznym partnerem w filmie jest Nino grany przez Mathieu Kassovitz’a. Opis filmu z książki: “Młoda kelnerka odnajduje metalowe pudełko schowane w jej mieszkaniu przed blisko czterdziestoma laty. Postanawia oddać je właścicielowi. Gdy w końcu jej się to udaje, wzruszenie obdarowanego sprawia, że dziewczyna odnajduje swoje powołanie. Odtąd będzie na różne sposoby pomagać osobom ze swojego otoczenia w rozwiązywaniu ich problemów. Tymczasem spotyka Nino, w którym się zakochuje. Problem polega na tym, że nie zamieniła z nim dotąd ani słowa. Właściwie to jeszcze się nie znają”. Zaciekawieni? Mam nadzieję, że tak 🙂

Dalej czytam sobie, że zaczęto nadawać częściej dziewczynkom imię Amelia, a ceny nieruchomości w dzielnicy Montmartre (gdzie dzieje się głównie akcja) poszybowały w górę. Amelia pracuje w kawiarni Deux Moulins, która istnieje w rzeczywistości. Zestaw Amelii to: gorący napój i crème brûlée (uwielbiam!). Polecam, by najpierw obejrzeć film, a potem ewentualnie sięgnąć po tę książkę, bo to w 100% spoiler. Ma bowiem za zadanie pogłębić nasze informacje i zaspokoić ciekawość. Autor identyfikuje miejsca pokazane na ekranie z konkretnymi ulicami, placami, bulwarami. Książka jest, co warto podkreślić, ładnie wydana. Są w niej zatem piękne fotosy z filmu.

Jak kiedyś pisałam, prowadziłam bloga “J’arrive, czyli rok francuski w Polsce”. Dzięki “Filmowemu Paryżowi” wiedziałam jakie filmy francuskie mam obejrzeć, by poszerzyć swoje horyzonty i mieć o czym pisać na blogu. Poza tym uwielbiam francuskie kino. Cenię bardzo komedie romantyczne Francuzów. Potrafię wracać do niektórych nawet kilka razy, jak do “Amelii”. Cieszę się, że obejrzałam ten film na dużym ekranie, bo w 2001 roku miałam 12 lat. A teraz obejrzałam “Amelię” w kinie, mając 35. To już ostatnia linijka. Mówię: pa!

Leave a comment