Każdy rok w Polsce ma swoich patronów ustanawianych przez Sejm i Senat. Nie inaczej było mniej więcej rok temu, kiedy to Senat RP wybrał za patronkę 2025 r. m.in. Marię Pawlikowską-Jasnorzewską. Jak przeczytałam na stronie internetowej Narodowego Centrum Kultury: „Senat wyraził przekonanie o szczególnym znaczeniu jej dorobku poetyckiego. Jak przypomniano, 9 lipca 2025 roku przypada 80. rocznica śmierci tej wybitnej polskiej poetki, wnuczki, córki i siostry wielkich Kossaków”.
Poezja często inspiruje muzyków i piosenkarzy. Mają najczęściej piękny, dopracowany tekst do interpretacji. Postanowiła z tego skorzystać znana polska piosenkarka i kompozytorka sanah (https://www.youtube.com/watch?v=avrpaTpS5Kc). Jak czytam pod teledyskiem na YouTube: „Zainspirowałam się interpretacją tego pięknego tekstu w wykonaniu Ewy Demarczyk. Bardzo chciałam napisać do niego własną melodię i tak oto powstały moje <<Pocałunki>>”. I potem w duecie z Katarzyną Nosowską (https://www.youtube.com/watch?v=KNdzBye2rOQ) wykonała utwór „Ofelia”, również z dorobku poetki. Dzięki popularności sanah poezja Lilki jest z pewnością bliższa kolejnym pokoleniom.
Kończy się rocznicowy rok Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej a ja czuję, że mogłabym wystartować w olimpiadzie tematycznej z wiedzy o jej życiu. Dlaczego? Jestem po lekturze dwóch biografii poetki. W kolejności najpierw była to książka: Aleksandry J. Ostroch „Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Życie w poezji skroplone”, a potem Małgorzaty Czyńskej „Zgiełk serca. Opowieść o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej”.
Wybór Lilki na bohaterkę dociekań biograficznych jest ze wszech miar ciekawy i zrozumiały. Artystyczna rodzina, uzdolniona po przodkach malarsko (oryginalne, niebanalne, wyjątkowe akwarele ukazane w jednej i drugiej biografii, przy czym w tej autorstwa M. Czyńskiej jest ich znacznie więcej), no i oczywiście literacko (wiersze, a później dramaty – w biografii A.J. Ostroch na końcu książki są streszczenia dramatów Lilki).
Do tego ciekawe życie osobiste. Dosyć powiedzieć liczba mężów trzy, liczba dzieci zero. Kochała flirty (nawet jeśli była aktualnie w związku), adorację, elegancję, piękny i zawsze młody wygląd. Lubowała się w zbytkach, tu futerko, tam pończoszka. Obracała się w artystycznym środowisku najważniejszych twórców swojej epoki. A zatem jej życiorys to i fragmenty życia choćby Witkacego, Lechonia, Iwaszkiewicza, Słonimskiego…
To poetka miłości, królowa liryki miłosnej. Chętnie czytana i doceniana wtedy i teraz. Była małżonką Władysława Bzowskiego (żołnierza), Jana Gwalberta Pawlikowskiego (ekonomisty, wielbiciela Tatr, który postawił willę Pod Jedlami na Kozińcu projektu Stanisława Witkiewicza), Stefana Jerzego Jasnorzewskiego (lotnika). Swojego czasu romansowała też z żonatym portugalskim lotnikiem José Sarmento de Beires, przebywając w stolicy miłości – Paryżu.
W tamtych czasach mężowie często mieli kochanki, o których wiedziały i same żony. A Lilki pogląd na małżeństwo był następujący: „Tak bardzo przecież nie chcę być typową żoną, która trzyma męża krótko, nie rozumie jego aspiracji, narzuca się i przynudza o prozaiczne sprawy.” (Aleksandra J. Ostroch „Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Życie w poezji skroplone”). Zresztą Lilka na takie układy małżeńskie napatrzyła się w domu, w którym tatko Wojciech Kossak przy pełnej wiedzy „Mamidła” wiódł podwójne życie.
Lilka była atrakcyjną kobietą. Każdy zachwycał się jej ogromnymi niebieskimi oczami. Jednak ona bardziej skupiała się na szpecącym garbie. Do tego wstyd jakiego musiała doznać, by otrzymać rozwód z Bzowskim „z powodu niemocy płciowej”.
Rok 2025 obfitował w konkursy literackie inspirowane twórczością Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Jako że sama jestem osobą piszącą i lubię konkursowe wyzwania, odwiedzam często stronkę https://aktualnekonkursy.pl/konkursy-literackie.
Spodobała mi się definicja warsztatu pisarskiego. Według poetki: „naprzód jest przeżycie. Potem tworzy się wokół niego mgławica, a z niej wyłania się z wolna poetycki kształt. Nie umiem tworzyć wierszy nie przeżywszy ich całą duszą. Ilekroć próbowałam coś stworzyć bez udziału tego ciała astralnego, nic nie wychodziło” (Małgorzata Czyńska „Zgiełk serca. Opowieść o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej”).
Ciekawa jest również relacja Lilki z siostrą Madzią, później również literatką (pseudonim Magdalena Samozwaniec wymyślony przez Jasia Pawlikowskiego), nie mniej zdolną od starszej siostry. Magda wyszła za mąż (potem się rozwiodła) za Jana Starzewskiego, dyplomatę, z którym miała córkę.
Dla Lilki jej miłosnym spełnieniem był Jaś. Niestety poznał on austriacką tancerkę Walerię Kończyńską, Wally (urodziła mu później córkę Iwę) i się w niej zakochał podczas kuriozalnej przygody – występowaniu (w masce i pod pseudonimami) w kabaretowym tourneè zagranicznym z zespołem tanecznym Rity Sacchetto.
Ciekawie poetka pisze w liście do Jasia o byciu twórcą: „Uważam, że to, czem jest, ważniejsze jest od tych odpadków zwanych twórczością. Nic po sobie zostawić nie można i tak, bo któż mnie kiedyś, gdy mnie już nie będzie, zrozumie, kto uwierzy w to, że byłam, i kto mnie odróżni? Nieśmiertelność może być jedynie w naszej własnej duszy i pamięci lub jej wcale nie ma. Więc na to wychodzi, że twórczość to tylko zabawa w życiu i zajęcie miłe i pożyteczne. Ale powagi w tem wielkiej nie ma i nie ma się o co rozbijać” (Małgorzata Czyńska „Zgiełk serca. Opowieść o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej”). W tej samej biografii natrafiłam na taki cytat: „Kobieta chciałaby uczynić z życia dramat erotyczny, film pełen silnych, pasjonujących uczuć, a mężczyzna broni się przed zbyt gwałtownym uczuciem, które mu przeszkadza w dążeniu do poważnego celu”.
Z Lilki był z pewnością oryginał. Miała oswojoną wiewiórkę o imieniu Sorka i lemura. Rodzina Kossaków zamieszkiwała w Krakowie słynną Kossakówkę. Ojciec Wojciech wynajmował pokoje i pracownię w hotelu Bristol w Warszawie. W Juracie na Półwyspie Helskim mieli letni domek przy ulicy Świętopełka. W 2020 r. w lutym byłam w Juracie i ów domek widziałam.
Ostatni mąż Lilki był od niej 10 lat młodszy i naprawdę ją ubóstwiał. Nie był typem intelektualisty, a tym bardziej poety. Był wojskowym lotnikiem zdanym na adresy zamieszkania otrzymywane od swoich przełożonych. A tam gdzie mąż, tam i eteryczna Lilka. Dom oficerów w Rakowicach, Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa w Dęblinie… Lilka pasowała tam jak kwiatek do kożucha.
Po wybuchu II wojny światowej małżeństwo Jasnorzewskich udaje się na emigrację. Ostatecznie osiadają w Anglii. Są rozdzieleni. Lilka w hotelu w Blackpool, on w jednostce wojskowej. Piszą listy, widują się kiedy można. Lilka tęskni za domem, drży o życie ukochanych najbliższych. Była stuprocentową pacyfistką. Interesowała się magią, teozofią, tarotem, kabałą, znachorstwem, ziołami, medycyną niekonwencjonalną.
Poetka ciężko zachorowała w 1944 r. na raka szyjki macicy z poważnymi przerzutami do kręgosłupa. Po naświetleniu radem leżała sparaliżowana od pasa w dół. Zmarła 9 lipca 1945 r.
Pamięci poetki jest dedykowany XXIX Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, którego organizatorami są Urząd Miasta Katowice i Miejski Dom Kultury „Szopienice – Giszowiec” (wyniki konkursu zostaną ogłoszone 28 listopada 2025 r.). W Rzeszowie z kolei do 14 września można było wysyłać prace konkursowe na XI Ogólnopolski Konkurs Poetycki o „Pióro Pegaza” inspirowany Marią Pawlikowską-Jasnorzewską. Kto zamiast pisać wiersze woli je recytować, mógł wziąć udział w XI Konkursie Recytatorskim pt. „Liryczna wędrówka z Marią Pawlikowską-Jasnorzewską”, którego finał miał miejsce 9 maja 2025 r.
Wypożyczyłam również trzecią książkę o Lilce pt. „Bagienna niezapominajka. Nieznane życie Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej” autorstwa Arael Zurli, która opowiada w zbeletryzowany sposób o ostatnich sześciu latach życia Lilki. Uważam jednak, że lekcję z poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zdałam celująco. Naprawdę sporo się o niej dowiedziałam. Czas poznać inne fascynujące postaci.