W piątkowy wieczór postanowiłam obejrzeć film. Choć był to początek weekendu, nie wybrałam lekkiej komedii romantycznej. Zaserwowałam sobie 138 minut rumuńskiej historii z okresu II wojny światowej, kiedy to Rumuni opowiedzieli się po stronie Hitlera i nazistów.
Ten film nosi tytuł: “Nie obchodzi mnie, czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy” (reż. Radu Jude, 2018). To cytat wypowiedzi marszałka Iona Antonescu z 1941 roku. Słowa te dały początek czystkom etnicznym na froncie wschodnim. Ramię w ramię z Niemcami na obszarze Besarabii, Bukowiny i Transnistrii Rumuni mordowali Żydów.
A o czym jest dokładnie ten film? Główna bohaterka – Mariana Marin – jest reżyserką teatralną i chce wystawić przed Pałacem Królewskim w Bukareszcie swoistą rekonstrukcję zdobycia Odessy przez rumuńską armię w 1941 r.
W czasie filmu oglądamy cały twórczy proces powstawania spektaklu: od samej koncepcji po casting, próby i w końcu występ. I ten twórczy ferment urzekł mnie najbardziej. Pokazanie artysty w jego zmaganiach z historią, aktorami i własna osobą. Z ciekawością obserwowałam jak reżyserka żyje swoim dziełem 24 godziny na dobę. Nawet w wannie czyta książki. Domyślam się, że traktują one właśnie o temacie jej pracy.
Młoda reżyserka podchodzi do swojej pracy bardzo profesjonalnie, z determinacją, a nawet misją. Korzysta z archiwów, szuka dowodów i relacji, czyta listy, rozkazy, ogląda zdjęcia, filmy etc. Jej pracę nadzoruje jednak lokalny urzędnik – sam nazywający siebie z przekąsem cenzorem.
Reżyser Radu Jude zastosował w swoim dziele ciekawe zabiegi. Pierwsze minuty filmu wprowadziły mnie w konsternację. Nie wiedziałam czy oglądam film fabularny, czy dokument. Główna aktorka (Ioana Iacob) przedstawia się kim jest, kogo gra, o czym będzie film, a na koniec życzy miłego seansu. Widz widzi “od kuchni” całą ekipę filmową. To coś na wzór “filmu w filmie”.
Rumuńskie kino doczekało się “młodej fali” cenionych na świecie reżyserów. Należy do nich właśnie reżyser “Nie obchodzi mnie…”. W filmie w osobie głównej bohaterki skonstruował własne alter ego. Nie jest to jego pierwszy film na kontrowersyjne tematy związane z historią Rumunii w tle.
Film został doceniony na festiwalach. W 2018 r. na MFF w Karlowych Warach zdobył Kryształowy Globus za Najlepszy Film. Do tego Nagroda Specjalna Label Europa Cinemas. Film był również rumuńskim kandydatem do Oskara w 2019 r.
Na portalu film.dziennik.pl przeczytałam ciekawy fragment recenzji: “Barbarzyńcy to rzadki przykład filmu erudycyjnego, który nie jest przy tym artystowski”. I rzeczywiście. W filmie wielokrotnie padają cytaty intelektualistów czy czytane są długie fragmenty książek. Nie czuje się przy tym sztuczności i dłużyzny. Sam tytuł jest w końcu cytatem. Cytatem, który powinien dawać wiele do myślenia. Bo “każde ludobójstwo zaczyna się od języka”.